ZENITH: TA ROŚLINA LECZY DUSZE. JESTEM TEGO PEWIEN.

TA ROŚLINA LECZY DUSZE. JESTEM TEGO PEWIEN.


Autor: Redakcja
Data: październik 28, 2009 06:16
Kategoria: Percepcja

Wspomnienia Mariusza Pianki z „szamańskiej podróży” odbytej w dniach 22-28 lipca 2008.


Korzystając z wolnego wieczoru zdecydowałem się zrecenzować swoją duchową podróż w głąb lasu deszczowego. Czy kiedykolwiek zadawałeś sobie choć jedno z poniższych pytań?
  • Kim naprawdę jestem?
  • Kim są ludzie obok mnie?
  • Dlaczego tu jesteśmy?
 Jeśli tak, przyjrzyj się temu, czego tam doświadczyłem; oto moja historia:

mariusz_pianka.jpgNazywam się Mariusz Pianka, pochodzę z małej, polskiej miejscowości. Od kiedy pamiętam wciąż pytałem o nas, o mnie, o moje otoczenie. Od czasów szkoły podstawowej towarzyszyło mi uczucie, że coś w GŁÓWNYM NURCIE, jak zwykłem to nazywać, jest nie tak. Coś jest nie tak ze świadomością ludzi Zachodu.

Nasz system edukacji, finansów, system polityczny: wszystko to nazywam głównym nurtem, ponieważ wszyscy płyniemy razem z nim i NIE POTRAFIMY dojrzeć prawdy.
Pewnego dnia dostałem linka do projektu Sacharuna Clinic, znajomy przesłał mi go za pomocą komunikatora internetowego. Poczytałem o projekcie i wiedziałem, jaki będzie następny krok na mojej ścieżce, Duchowej ścieżce ucieczki z głównego nurtu, by móc spojrzeć na rzeczy z innej perspektywy. Chciałem widzieć oczami człowieka, który nie podąża z głównym nurtem.

IQUITOS, PERU

Miasto otoczone bezkresną dżunglą, do którego ze stolicy kraju nie prowadzi żadna droga. Można dostać się tam tylko łodzią, lub samolotem. Już od pierwszego dnia doświadczyłem zupełnie innego życia. Roy van der Meijs, członek Sacharuna Clinic Team odebrał mnie z lotniska 22 lipca. Byłem zszokowany sposobem, w jaki mnie traktował. Już pierwszego dnia stał się moim przyjacielem.

Nie ma na Ziemi języka, który pozwalałby opisać to, co przeżyłem w Iquitos, to były najbardziej emocjonujące chwile mojego życia.
Brak słów na to, jak przebywanie tak blisko natury zmienia spojrzenie na życie. Członkowie Peruwiańskiej rodziny, u której mieszkałem, codziennie przynosili świeżą wodę ze studni. W tej wodze brano „prysznic”. Nie wiem, czy ktokolwiek potrafi wyobrazić sobie branie prysznica pod rozgwieżdżonym niebem, będąc otoczonym czystą dżunglą i muzyką, która ją wypełnia. Czułem się nagi. Zniknęły moje poglądy i opinie. Patrzyłem w niebo i czułem w sobie boga. To było moje pierwsze zetknięcie z dżunglą. Zdecydowałem się na pierwszą z czterech ceremonii ayahuasca, które od wieków związane są z peruwiańską tradycją.

PIERWSZA CEREMONIA

Nie bałem się jej, dopóki nie wypiłem swojej pierwszej szklanki i nie wypaliły się świece… Siedziałem w Malloka (nie znam pisowni nazwy tego ogromnego szałasu) pogrążony w ciemności. Poinformowano mnie, że powinienem mieć intencję, więc pomyślałem o jednej. Moja wielka intencja, moje wielkie pytanie brzmiało: KIM JESTEM?

Gdy Curandero zaczął swój monotonny śpiew poczułem się dogłębnie poruszony… na początku zobaczyłem wokół siebie kształty, trójkąty, geometrię fraktali.
Tym razem Ayahuasca nie odpowiedziała na moje pytanie wprost. Nie pokazała mi, kim jestem…, ALE pokazała mi, kim NIE jestem! Obserwowałem jak cała moja wiedza, wszystkie moje poglądy, opinie rozpuszczają się, rozdzierają, znikają.

Widziałem coś we mnie. Było pozbawione kształtu, jednak wiedziałem, że kontroluje moje ciało, moje myśli, bicie serca – wszystko. Widziałem, że bez tej iskry byłbym martwy, byłbym tylko ciałem, kawałkiem materii.


Podczas pierwszej ceremonii, jako że byłem nieprzygotowany pod względem diety, zacząłem wymiotować. Widziałem, że moje ciało pełne jest niechcianych substancji. Było zatrute, jednak nie przez ayahuascę, lecz przez wszystkie toksyny, który przyjmowałem razem z jedzeniem. Dziwne wizje zaczęły pojawiać mi się przed oczyma…
Tutaj zostawmy moją pierwszą wizję.

Nadchodzący dzień zupełnie mnie zaskoczył. Nie czułem żadnego kaca, ani nic podobnego. Moje ciało i umysł były odświeżone. Czułem, że coś we mnie się zmieniło. Następny dzień poświęciłem na odkrywanie dżungli i tej nocy nie uczestniczyłem w ceremonii. Zrobiłem to nazajutrz.

DRUGA I TRZECIA CEREMONIA

To były najpiękniejsze wizje, jakie jestem w stanie sobie wyobrazić. Wiem, że to, co powiem może zabrzmieć śmiesznie lub niewiarygodnie, jednak ja wiem, co widziałem, i z kim rozmawiałem. Ta roślina uleczyła moją DUSZĘ, moje serce, odpowiedziała na moje pytania, otworzyła mi oczy na pewne rzeczy.

Podczas drugiej ceremonii zostałem pobłogosławiony, mogłem zanurzyć się w szczęściu…
Oto, co i dlaczego widziałem. Zrozumiałem, że wszyscy jesteśmy manifestacjami jednej i tej samej świadomości, jednak nasze wizje są różne z powodu naszych poglądów, unikalnej wiedzy, którą posiada każdy z nas, z powodu unikalnych symboli i języków, którymi mówimy. Musimy nauczyć się języka, techniki, za pomocą której możliwe jest porozumienie z tą świadomością.

CZUŁEM i WIDZIAŁEM, że nawiązujemy to połączenie, że powstaje wspólny język dla mnie i świadomości. Leżałem na materacu z zamkniętymi oczyma, zupełnie nieświadomy otoczenia. Widziałem siebie ubranego na biało, (dlaczego na biało? – To mój ulubiony kolor.) czułem nadmorską bryzę, (dorastałem nad morzem, nie mogę sobie wyobrazić życia bez niego) świeżość mojego ubrania pachnącego lawendą (mój ulubiony zapach, jeśli chodzi o ubrania). Byłem bardzo szczęśliwy, ponieważ niebo nade mną było bezchmurne i słyszałem szum fal.

Szedłem tak, jednak poczułem się tak szczęśliwy, że zacząłem kręcić się wokół z rękami wzniesionymi w górę. Nie zrobiłem tego dzięki temu, co widziałem w mojej wizji, ale dlatego, że mogłem się w niej CAŁKOWICIE kontrolować, i to właśnie chciałem robić!
Nagle całe niebo rozbłysnęło silnym białym blaskiem. Przez sekundę niczego nie widziałem, po chwili z bezchmurnego nieba zaczął padać deszcz światła. Szczęście, które mu towarzyszyło jest NIEMOŻLIWE do opisania za pomocą języka. Proszę, nie myśl nawet, że to coś zbliżonego do MDMA… Razem ze światłem, które padało na mnie i wypełniało moje ciało przyszła WIEDZA. Coś znacznie ponad moją inteligencję. Mój umysł stał się całkowicie czysty. Wiedziałem, że nawiązała się jakaś forma telepatycznego kontaktu, więc zacząłem zadawać pytania w formie intencji. Dostałem odpowiedzi na wszystkie, – kim jestem, kim wszyscy jesteśmy. Odkryłem ukrytą prawdę o nas samych.

Ta wizja była bardzo unikalna i wiem, że tylko ja sam mogę zrozumieć towarzyszącą jej symbolikę. Absolut mówi do CIEBIE wyjątkowym językiem. Będzie to zupełnie inny język, niż ten, którym mówił do mnie. To po prostu WYJĄTKOWE.
Tej nocy w ogóle nie spałem… rankiem otworzyłem oczy i wyszedłem na zewnątrz, by zobaczyć wschód słońca. Wypoczęty, szczęśliwy, bez żadnych negatywnych efektów.

KOLEJNY WOLNY DZIEŃ, JESTEM NA DIECIE

Razem z Royem poszedłem do parku, gdzie pokazał mi wiele pięknych rzeczy. Pływałem w jeziorze, (nazwy nie pamiętam) jadłem najlepsze jedzenie w życiu… o smaku ZUPEŁNIE innym niż te spotykane w Europie. Robiłem zdjęcia i ciągle dziwiłem się temu tak bardzo INNEMU ŚWIATU. Moja trzecia ceremonia była najlepsza ze wszystkich. Możesz się śmiać, ja sam ciągle umieram ze śmiechu… Wiem jak to zabrzmi, ale podczas mojej trzeciej wizji nawiązałem połączenie z tą samą świadomością, co podczas drugiej. Tym razem jednak mogliśmy porozumiewać się bez trudu.

Wiedza, która przede mną odkryto, to czysta Miłość. Stałem się Światłem. Po prostu. Czułem, że jestem częścią wszechświata, czułem, że ta iskra, którą nazywamy “DUSZĄ” jest częścią tej samej świadomości, co dusze ludzi leżących obok mnie, dżungli, ptaków, roślin, wszystkiego… byliśmy JEDNYM.
Chciałem mieć ciało, więc pojawiłem się jako eteryczny byt w humanoidalnym kształcie... Czułem jednak, że nie jest to moje naturalne ciało. Poprosiłem więc, bym mógł stać się tym, czym naprawdę jestem... i znowu stałem się czystym światłem.

Odkryto przede mną, że istnieją tylko dwa rodzaje energii... Miłość i Strach, Ying Yang, Dobro i Zło, bez znaczenia. Jakkolwiek chciałbyś to nazwać, musimy być różni, by poczuć różnicę. Nie moglibyśmy doświadczyć ani jednego ani drugiego, gdybyśmy nie mogli ich do siebie przyrównać. +/- itd. To po prostu niemożliwe do opowiedzenia. Tak jak podejrzewałem, wszystko, co tu napisałem nie jest w stanie odzwierciedlić tego, co działo się naprawdę.

Teraz widzę, że niektórzy ludzie naprawdę chcą ukryć tą wiedzę, przez kwestionowanie tej rośliny, nazywanie jej NARKOTYKIEM, ZŁEM itd. Wiem jednak, DLACZEGO. To proste, stałbyś się mądrzejszy, widziałbyś rzeczy, które niektórzy ludzie wolą trzymać w ukryciu.

Nie staram się teraz powiedzieć, że jestem kimś oświeconym… o nie… daleko mi do tego. Jednakże, jeżeli ktoś żyje w głównym nurcie, w kulturze Zachodu, jak to nazywamy, MUSI uciec od tego, choć na moment. Musi zostawić ten świat, by spojrzeć nań z innej perspektywy. Uwierz mi, że nie potrafisz WYOBRAZIĆ sobie jak to wygląda, nie potrafisz porównać tego do niczego innego. Musisz tego doświadczyć. To właśnie jest głównym celem człowieka. Odkryć swoją własną naturę, odpowiedzieć na pytanie, kim jest. Nasz system edukacyjny nie powie Ci tego; będzie przekonywał cię, że jesteś niczym więcej niż ciało, krew, kości mózg...

Oczywiście, oni nie są w stanie powiedzieć Ci, kim jesteś, przecież oni sami nie wiedzą, kim są… Nadchodzi jednak zmiana.
W Peru spotkałem ludzi, którzy przestali tam brać środki antydepresyjne, znów przejęli kontrolę nad swoim życiem. Ludzi zagubionych, którzy na powrót odkryli swoje drogi.

TA ROŚLINA LECZY DUSZE, JESTEM TEGO PEWIEN!

Teraz wróciłem. Wróciłem z dżungli do prawdziwej dżungli... Pracuję w IT. Nadal będę z pasją wykonywać swoją pracę, ale coś się zmieniło, wiele się we mnie zmieniło, chociaż pewnie nikt tego nie zauważy. To jak z miłością... Nie możesz jej zobaczyć, ale możesz ją poczuć.

Chciałbym PODZIĘKOWAĆ Royowi i jego pomocnikowi a także Sacharuna Clinic Project Team za cały spędzony z nimi czas.
Do zobaczenia w przyszłym roku!

Mariusz Pianka

Dublin
Irlandia




Komentarze: 0 



Kategorie